Krótka odpowiedź: zero złotych za samą licencję. Dłuższa odpowiedź jest ciekawsza, bo koszt wdrożenia Proxmoksa to prawie wyłącznie czas pracy, nie faktura za oprogramowanie.
Czego nie płacisz
Podstawowa platforma Proxmox VE jest darmowa i w pełni funkcjonalna — bez okrojonych wersji, limitów rdzeni czy liczników maszyn wirtualnych. Płatny jest tylko opcjonalny support enterprise od producenta. Wielu klientom wystarcza społecznościowe repozytorium aktualizacji, bez żadnej subskrypcji.
Za co realnie płacisz
- Analizę i planowanie. Ile maszyn, jaki storage, jaka sieć — zanim cokolwiek się zainstaluje.
- Instalację i konfigurację. Hosty, sieć, storage, ewentualny klaster.
- Migrację danych. Import istniejących maszyn albo budowę nowych od zera.
- Backup i monitoring. Bez tego wirtualizacja to tylko połowa bezpiecznego środowiska.
Ile to wychodzi w praktyce
Dla kilku-kilkunastu maszyn wirtualnych to zwykle kilka dni pracy wdrożeniowej. Sprzęt najczęściej zostaje ten sam, co dodatkowo obniża koszt względem zakupu nowej platformy — Proxmox instaluje się na serwerach, na których wcześniej stał VMware czy Hyper-V.
Największy koszt VMware nie pojawia się przy wdrożeniu. Pojawia się rok później, na fakturze za odnowienie.
Właśnie dlatego migracja z VMware po podwyżkach Broadcomu zwraca się szybko — koszt licencji, który wcześniej wracał co roku, po prostu znika. Jak wygląda samo wdrożenie krok po kroku, opisuję w ostatnim artykule tej serii: wdrożenie Proxmox VE krok po kroku.